poniedziałek, 17 marca 2014

9:25 do Limy albo plan B

Kupiliśmy bilety lotnicze do/z Limy [o tutaj, dzięki Dorocie]. 
80 dni w AP.
Uczymy się hiszpańskiego.
Jedziemy.

P.S. Zamykamy etap memoriałowy i zaczynamy pisać na nowej domenie --- już wkrótce!

czwartek, 13 marca 2014

Wynik nieoficjalny

No cóż, nie czarujmy się, jakbyśmy wygrali, to już byśmy o tym wiedzieli. 
Szkoda, oczywiście, chyba przyzwyczaiłam się w ciągu tych dwóch lat, że wszystkie moje zamierzenia się spełniają. Ale myślę też, że projekt był niedopracowany, o konkursie dowiedzieliśmy się w końcu na tydzień przed rozpoczęciem pierwszego etapu i pewnie inaczej by to wyglądało, gdybyśmy mieli miesiąc na przygotowania. 
Albo i nie ;)

[http://24.media.tumblr.com/8998c7961a7a41a98907f2e3dcdbc5a3/
tumblr_n29yarN3JN1ri85fso1_500.jpg]

Nie poddajemy się jednak, tak jak obiecywaliśmy. Czas na plan B i zmiany w projekcie. Projekcie przez duże "P" i wyprawie przez duże "W" (to tak à propos tego).

I niech świadectwem determinacji będzie to, że w ramach przygotowań do wyjazdu zaczęłam chodzić na hiszpański :)

poniedziałek, 10 marca 2014

Kroniki motocyklowe

What do we leave behind when we cross each frontier? Each moment seems split in two: melancholy for what was left behind and the excitement of entering a new land.
Jak nazwać to, co tracisz, przekraczając granicę? Każdy moment wygląda jakby był podzielony na dwoje. Melancholia za tym, co zostawiasz z jednej strony, a z drugiej strony cały ten entuzjazm przy wjeżdżaniu do nowych krain.
[http://31.media.tumblr.com/5e6c5b41a8ad46be1044026fe8d94e64/
tumblr_mrt6kfU6th1r9nm7io2_500.jpg]

How is it possible to feel nostalgia for a world I never knew?
Jak to możliwe, że czuję nostalgię za światem, którego nigdy nie znałem?
[https://24.media.tumblr.com/b8b02aaded834e220e03fcdd5b0f7d10/
tumblr_mrt6kfU6th1r9nm7io1_500.jpg]

Even though we are too insignificant to be spokesmen for such a noble cause, we believe, and this journey has only confirmed this belief, that the division of American into unstable and illusory nations is a complete fiction. We are one single mestizo race from Mexico to the Magellan Straits. And so, in an attempt to free ourselves from narrow minded provincialism, I propose a toast to Peru and to a united America.
Chociaż nasze skromne osoby nie pozwalają nam na bycie rzecznikami waszych spraw, to wierzymy, umocnieni w tej wierze przez naszą wyprawę, że to rozdzielenie Ameryki na wiele sztucznie stworzonych narodowości jest zupełnie fikcyjne. Jesteśmy przecież tą samą, zmiksowaną przez lata rasą, od Meksyku do Cieśniny Magellana. Tak więc, starając się uwolnić od jakichkolwiek pobudek narodowościowych, wznoszę toast za Peru i za zjednoczoną Amerykę.

sobota, 8 marca 2014

Post podsumowująco-dziękczynny. W końcu.

Zacznę od początku, czyli od tego, że ten blog powstał po to, żeby promować naszą wyprawę
w ramach Memoriału im. Piotra Morawskiego, choć do naszego udziału bezpośrednio odnosiły się tylko dwa wpisy: pierwszy z konkursowym opisem projektu i ten sprzed tygodnia, kiedy już wiedzieliśmy, że jesteśmy w pierwszej dwudziestce, czyli w finale. No więc udało się: o północy, pomiędzy 28 lutego a 1 marca dostaliśmy 1 000 głos (a potem z jakiegoś względu system doliczył jeszcze dwa). Teraz czekamy na wyniki, które powinny być już 13 marca, choć zwycięska ekipa pewnie dowie się wcześniej.

Zaczęłam od nawiązania do idei bloga, bo bez względu na wynik konkursu zmienimy trochę formułę – będzie więcej zdjęć (moich), bardziej osobiste teksty (Arek), w międzyczasie "małe" podróże oraz (już) konkretne przygotowania do wyprawy. Ten wpis zamyka więc pewien etap.

Nie da się ukryć, że znaczną część – jeśli nie większość – głosów zdobyliśmy na facebooku. Tam więc zamieściliśmy podziękowania już 1 marca. Staraliśmy się wymienić wszystkie osoby, blogi/strony oraz inicjatywy, które nas wsparły. Część pierwsza podziękowań dotyczyła naszych znajomych bliższych i dalszych, którzy wsparli nas głosem i puszczeniem informacji w świat, a część druga, roboczo nazwana archeo-blogowo-podróżniczo-medialną, to w większości strony, które znajdują się już w linkach po lewej. Tę drugą część chciałabym powtórzyć też tutaj, ale bez emotikon, bo na blogu wierzę w porządne formatowanie tekstu i gramatyczną poprawność. 

Zedytowany wpis z facebooka minus nazwiska, na wszelki wypadek:

W ramach akcji promocyjnej Projektu Huaca w pierwszym etapie Memoriału im. Piotra Morawskiego "Miej odwagę" zwracaliśmy się o wsparcie wirtualne do przeróżnych stron tematycznych, blogów i społeczności. Chcieliśmy podziękować wszystkim tym, którzy nas wsparli, choć nie musieli. DZIĘKUJEMY!!!
Poniższa lista jest częściowo chronologiczna, częściowo tematyczna, od początku lutego aż do ostatniego dnia głosowania, od podróżników po archeologów. 
Pierwszą osobą, do której się zwróciliśmy, była Ola w Peru, dzięki której trafiliśmy do Pana Piotra Małachowskiego (który Operuje w Peru), na łamy Kochamy Peru oraz na bloga Kasi: Drżyjcie lamy. Dalej, z klucza blogowo-południowoamerykańskiego dostaliśmy również niesamowite wsparcie od Doroty (Pewnego Razu w Chile) oraz Dominiki i Wojtka, którzy wyprawiają się Z Gdańska Do (m.in. Peru, a obecnie Maroka).
Niespodziewane wsparcie dostaliśmy z Chin od Oli, czyli Pojechanej.
Bardzo życzliwi byli czytelnicy Dzienników Wypraw – w tym miejscu serdecznie dziękujemy Adze i Pawłowi za wspaniały wpis o nas!
Dzięki Kropkom na mapie, czyli Michałowi, Tomkowi i Darkowi, mogłam opowiedzieć ich czytelnikom, co tak naprawdę znaczy "huaca" w tytule naszego projektu.
W ramach pomocy transamerykańskiej wsparł nas również super ciekawy projekt Cinemaya – polecamy i dziękujemy!
Odkrywający świat Ania i Dawid napisali o nas na swoim profilu na facebooku – dziękujemy!
Zaskakujące, choć przemiłe słowa wsparcia zawdzięczamy Na Krańcach Świata, czyli Agnieszce i Mateuszowi – a wcześniej była dyskusja na temat konkursów popularności, za którą również dziękujemy. 
Chcieliśmy także podziękować tym, którzy wsparli nas dobrym słowem, mimo że nie mogli pomóc nam w inny sposób: ekipa Paragon z podróży oraz Podróżniccy
Chcieliśmy również serdecznie podziękować Polonii południowoamerykańskiej, do której dotarliśmy dzięki Panu Janowi, który integruje tę społeczność na facebooku (m.in. fanpage Polonia Peru) – dziękujemy! 
A teraz z klucza archeologicznego.
Serdecznie dziękujemy portalowi Archeolog.pl 
 dzięki Wam dotarliśmy do masy życzliwych ludzi! Dziękujemy również za deklarację objęcia wyprawy patronatem medialnym oraz współpracy.
Podziękowania należą się również Panu Wojciechowi Pastuszce, który pozwolił nam na spamowanie Archeowieści.
A teraz podziękowania dla archeologów i sympatyków Nowego Świata z kół naukowych z Krakowa i Warszawy: dziękujemy Kołu Naukowemu Studentów Archeologii UJ i Sekcji Archeologii Nowego Świata KNSA UJ oraz Kołu Naukowemu Studentów Archeologii „Puerta del Sol” Uniwersytetu Warszawskiego. 
We'd also like to thank our non-Polish friends!
Lainie of Raising Miro on the Road of Life for her kindness and giving us the opportunity to publish a guest post on her amazing site – THANK YOU!
And girls from Peru Delights – thank you for the support and reposting our message!
I jeszcze raz dziękujemy naszym znajomym, którzy udostępnili nam miejsce na swoich blogach, stronach, etc.: 
Dolnośląski Magazyn Fotograficzny
Obiady czwartkowe
Rice & Pepper
Wrocławskie kamienice
Informacje o nas zostały zamieszczone również na wrocławskich portalach:
wroclaw.doba.pl oraz wroclaw.pl (dziękujemy za wywiad!)
Oraz na profilu Radia LUZ – dziękujemy!

Chciałabym wspomnieć również o tym, że podzieliliśmy się z Arkiem zadaniami, tzn. podział ten wynikł jakoś samoistnie i chyba dobrze oddaje nasze odmienne osobowości. Ja zajmowałam się "oficjalną" promocją i moja obecność – szczególnie na facebooku – była bardzo widoczna, a Arek poświęcił długie godziny na bezpośrednie rozmowy z ludźmi na różnych forach w zupełnie dla mnie obcych rejonach internetu i wymyślił genialne akcje na Wykopie (czym zainteresował się dziennikarz NaTemat.pl i z czego będzie wywiad!) i reddicie, które w tych ostatnich dniach głosowania zapewniły nam bezpieczne miejsce w dwudziestce. I myślę, że to zasługuje na osobny wpis.

Akcja promocyjna była przede wszystkim wirtualna, ale w realu wspierały nas naturalnie nasze rodziny. Zwróciliśmy się również o pomoc do bibliotek we Wrocławiu, przy mojej ulicy na Sępolnie i w Radwanicach, czyli u Arka. Spotkaliśmy się z życzliwością, za którą bardzo dziękujemy.

Ogromne wsparcie otrzymaliśmy od środowiska, z którym najbardziej się identyfikuję i którego opinii najbardziej się bałam. Chodzi oczywiście o archeologów. O ile nie miałam oporów, żeby prosić o pomoc studentów zarówno z naszego koła naukowego z Wrocławia, jak i z kół zainteresowanych archeologią Nowego Świata z Krakowa i Warszawy, o tyle nie chciałam zwracać się ani o oficjalne wsparcie z naszej uczelni (bo to projekt zupełnie prywatny), ani do archeologów specjalizujących się w tych tematach (bo oboje na co dzień zajmujemy się czymś zupełnie innym). Okazało się jednak, że obawy były nieuzasadnione. W związku z tym chciałabym gorąco podziękować osobom związanym z Instytutem Archeologii i Etnologii PAN, które zainteresowały się naszym projektem i sprawiły, że informacja o nim dotarła do wielu archeologów, również dzięki ulotkom i plakatom, które mogły zawisnąć w Instytucie. Naprawdę serdecznie dziękujemy!

Jeszcze tylko kilka przemyśleń na koniec (ten wpis jest już bardzo długi, a podobno długie wpisy nie są sexy).

W ciągu tego krótkiego miesiąca nauczyłam się wiele na temat promowania swoich pomysłów, przełamałam jakąś barierę psychiczną z tym związaną i myślę, że niektóre rzeczy, w które się wcześniej angażowałam, zrobiłabym teraz zupełnie inaczej. 

Okazało się, że ludzie są życzliwi, a pomoc przychodzi z zaskakujących miejsc, co jest chyba najjaśniejszym punktem całej tej akcji. 

Mieliśmy też okazję przyjrzeć się środowisku blogowo-podróżniczemu i oboje nawiązaliśmy ciekawe kontakty, które chcemy podtrzymywać. Dobrze będzie zobaczyć znajomą twarz np.
w Cuzco.

Szczególnie ważne dla mnie były teksty, które mieliśmy szansę opublikować w ramach promowania projektu. W tym miejscu chciałabym podkreślić coś, co było naszym założeniem od początku,
a czego wyrazem był m.in. ten blog, mianowicie: nie chcieliśmy tylko zbierać głosów, chcieliśmy stworzyć coś kreatywnego, z czego będziemy dumni i chcieliśmy, żeby Projekt Huaca był pełnym doświadczeniem, a nie tylko projektem konkursowym.


Planowałam dodać jeszcze kilka słów na temat innych projektów i ich obecności medialnej oraz (rzekomych) kontrowersji związanych z głosowaniem, ale chyba zostawię to na czas po ogłoszeniu wyników.

sobota, 1 marca 2014

środa, 26 lutego 2014

Duchowe odnowienie za dolary

Turystów do Peru ściągają nie tylko bogata historia, obca kultura czy zróżnicowany klimat. Szukający mocnych wrażeń młodzi ludzie często spoglądają w kierunku Ameryki Południowej i jej bogactwa substancji psychoaktywnych. Bywa, że z fatalnym skutkiem.

[http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c9/Ayahuasca_and_chacruna_cocinando.jpg]

Ayahuasca, to jeden z symboli Indian amazońskich – halucynogenny wywar przyrządzany przez szamanów i spożywany podczas mistycznych rytuałów celem nawiązania kontaktu z duchami przodków i dżungli, wykorzystywany w medycynie plemiennej. Na skutek rozwoju badań nad rdzenną ludnością dorzecza Amazonki [warto tu wspomnieć pionierskie badania, jakie prowadził nad enteogenami w Amazonii Richard Evans Schultes -- dopisała K.], a później legendzie, jaką zyskała w kontrkulturze i ruchu New Age, ayahuasca weszła niejako do domeny publicznej.

Eskalacja popularności specyfiku stworzyła w Peru (i innych krajach Ameryki Południowej) dochodową niszę usług szamańskich. Tzw. "retreaty", przez swoje strony internetowe czy biura oferują zainteresowanym wydaniem olbrzymich pieniędzy ceremonię szamańską w komfortowych warunkach. Tego typu przybytków w Peru jest mnóstwo, zwłaszcza w miastach bezpośrednio graniczących z dżunglą. Problem pojawia się, kiedy przyjrzymy się szczegółom – w większości "szamani" prowadzący tego typu spotkania nie pobierali przez kilkanaście lat nauk u mistrza, bo
i gdzie? Niekompetencja, nieuwaga i zaniedbania personelu potrafią doprowadzić do tragedii. Inna sprawa, że do silnie działającej mieszanki często dorzucane są inne substancje jak np. wywołująca deliryczne wizje skopolamina, która jest związkiem czynnym w daturze [świętej roślinie m.in. Azteków -- dopisała K.].

[http://cdn.larepublica.pe/sites/default/files/imagecache/
img_noticia_640x384/imagen/2012/09/16/video-imagen-20c.jpg]


Prawie dwa lata temu w mediach w USA głośna była historia 18-letniego Kyle'a Nolana (na zdjęciu powyżej), który wybrał się do Peru w celu wzięcia udziału w ceremonii, za którą zapłacił – bagatela – 1 200 dolarów. Gdy nie odzywał się przez dłuższy czas, zaniepokojeni rodzice w asyście policji odszukali centrum, w którym wziął udział w ayahuaskowym rytuale. Ku ich przerażeniu okazało się, że "szaman" zorientowawszy się, że nastolatek zmarł, pochował jego ciało na posesji.

Należy również pamiętać, że substancje zawarte w yage [synonimiczne określnie ayahuaski] mogą wejść w nieporządaną reakcję z licznymi lekami, alkoholem, a także z długą listą pokarmów. Ogólnie – nie zalecamy. Osobom zdeterminowanym radzimy szukać szamanów, którzy po pierwsze nie wezmą pieniędzy za swoje usługi, a po drugie siedzą głęboko w dżungli.


Źródła:

The Vaults of Erowid, Fatalities / Deaths: https://www.erowid.org/chemicals/ayahuasca/ayahuasca_death.shtml;

TIME NewsFeed, U.S. Teen Dies After Taking Hallucinogenic Drug, Ayahuasca, in Peru: http://newsfeed.time.com/2012/09/14/u-s-teen-dies-after-taking-hallucinogenic-drug-ayahuasca-in-peru/;

Ayahuasca.com, What foods and drugs need to be avoided:
http://www.ayahuasca.com/science/what-foods-and-drugs-need-to-be-avoided/.

niedziela, 23 lutego 2014

Selwa i koka, czyli z nami przez świat

Ostatnio czytam w wolnych chwilach (czyli przeważnie w komunikacji miejskiej) Limańskie ABC Elżbiety Dzikowskiej. Podróżniczka tak pisze o peruwiańskiej dżungli:

Selwa, czyli dżungla, stanowi 60 procent terytorium Peru. Poza częścią zwaną ceja de la selva, dosłownie "rzęsami gór", a po naszemu  pogórzem, jest to ziemia przeważnie równinna porośnięta wilgotnym lasem, przez znaczną część roku pogrążonym wysoko w wodzie, niedostępnym. Ponieważ leży wzdłuż szeroko pojętych basenów Ucayali i Marañon, które łączą się w miejscowości Nauta, tworząc dalej wielką rzekę Amazonkę  nazywa się też ten obszar peruwiańską Amazonią. Ale i Brazylijczycy mają Amazonię. Były więc czasy, kiedy Hiszpanie, by odróżnić swoje dominium od portugalskiego w Brazylii, nazywali peruwiańską dżunglę Marañon Español. Nazwa ta pozostała dziś tylko w książkach i archiwach, potocznie obszar peruwiańskich lasów nazywa się Amazonią, czasami montanią, a obecnie selwą  i znaczy to samo. 
 [Wydawnictwo Iskry, 1982 (s. 19-20)]

Pisze też o niedogodnościach, które czekają na podróżników wybierających się w Andy: ogromnych różnicach temperatur pomiędzy dniem i nocą (ponoć trudno jest zasnąć z zimna) oraz dotkliwej soroche, czyli chorobie wysokościowej. Pierwszy problem być może rozwiązują obecnie śpiwory
i odzież z kosmicznych-technicznych materiałów. Na drugi radzi się oczywiście stopniową aklimatyzację, ale miejscowi polecają przede wszystkim żucie liści koki. Może być też herbata.

Koka (czyli krasnodrzew pospolity: Erythroxylum coca) przez proste skojarzenie z kokainą wywołuje czasem niezdrowe zainteresowanie, ale jedno ma z drugim mniej więcej tyle wspólnego co wielkanocny makowiec z heroiną. Nie uzależnia i nie wywołuje żadnych nieprzyjemnych objawów (choć znalazłam w internecie dyskusję na temat uwalniania się kokainy wraz z innymi alkaloidami podczas żucia, ale internet to internet...)

[http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/7/72/Colcoca04.jpg]

Koka oprócz łagodzenia choroby wysokościowej ma ponoć także hamować apetyt, dodawać energii i wpływać korzystnie na trawienie. Wikipedia podaje też informację o podwyższonej zawartości niektórych witamin i mikroelementów.

Żucie koki nie jest do końca żuciem, a raczej ssaniem, bo chodzi o to, by zawiniątka z liści trzymać jak najdłużej w ustach. Ważne jest też zmieszanie ze śliną jakiejś substancji, która sprawi, że zaczną się wydzielać zawarte w liściach alkaloidy. Stosuje się np. mieszankę zwaną lejía, na którą składają się popiół i dodatek smakowy. Podejrzewam, że w takim razie do naparu też trzeba coś dodać
i pewnie jego działanie jest słabsze.

[ŹRÓDŁO: http://www.tango2themoon.com/]

O żuciu liści koki można więcej poczytać tutaj: How To Chew Coca Leaves by Mike Powell
(a w komentarzach dyskusja o ich rzekomym narkotycznym działaniu).

Jeśli chodzi o archeologiczne dowody na starożytny rodowód stosowania liści koki, w 2010 r. ukazał się w Antiquity artykuł zespołu jednego z czołowych badaczy starożytnego Peru, Toma Dillehaya. Artykuł dotyczy znaleziska liści koki sprzed 8 000 lat z terenu Peru (Nanchoc, na północnym wybrzeżu). Badacze znaleźli również grudki kalcytu, który mógł być stosowany jako aktywator alkaloidów zawartych w liściach [link do informacji bibliograficznej].

A na koniec mała uwaga, że ani samych liści koki, ani innych produktów z liści (jak mate de coca, czyli herbatka) do Polski wwozić nie wolno. Nie to więc będzie naszą pamiątką z Peru.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przy okazji chciałam pochwalić się artykułem na stronie podróżniczej Kropki na mapie. Chodził za mną od dłuższego czasu pomysł na notkę o pojęciu "huaca", które jest hasłem przewodnim naszej wyprawy i oto nadarzyła się okazja. Dziękujemy!

czwartek, 20 lutego 2014

Huaqueros albo wszystkich pożarów nie ugasisz

Peru – państwo o powierzchni cztery razy większej niż Polska, jednak z pięć razy mniejszą gęstością zaludnienia i ponad 2,5 razy mniejszym PKB. Jest to kraj niezwykle zróżnicowany geograficznie,
z problematyczną komunikacją i transportem, a jednocześnie posiadający bogatą historię, której pozostałości znajdowane są praktycznie na całym jego terytorium. Nic dziwnego, że mogą istnieć problemy z ochroną zabytków.

[http://josemaeda.files.wordpress.com/2012/04/huaqueros.jpg]

W czasie wędrówki po zboczach peruwiańskich Andów można natrafić na kości ludzkie leżące na powierzchni albo tylko z lekka przysypane piachem. Przy wydłubywaniu zabytków z ziemi kontekst stanowiska przepada, a skradzione artefakty trafiają przez międzynarodowych pośredników do domów nawet średniozamożnych ludzi w Europie czy USA. Dla często biednych mieszkańców wsi zostanie huaqueo to sposób na poprawienie rodzinnej kondycji finansowej niewielkim nakładem sił, tym bardziej, że miejscowi często nie czują się odpowiedzialni za spuściznę swoich przodków. Odpowiednia edukacja w dziedzinie dziedzictwa narodowego Peru pojawiła się stosunkowo niedawno, a zanim zacznie przynosić zauważalne efekty musi upłynąć jeszcze trochę czasu.

[http://naylamp.files.wordpress.com/2010/04/huaqueo.jpg]

Huaqueros to jednak nie tylko domena ludzi biednych – niektórzy dorobili się niemałych fortun na tym procederze. Najbardziej znany jest włoski awanturnik Enrique Poli, który w Limie urządził z własnoręcznie wykopanych zabytków jedno z bardziej ciekawych muzeów Ameryki Południowej. W jego opinii, gdyby naukowcy mieli dostęp do wiedzy którą wykorzystują w pracy profesjonalni huaqueros, historię kontynentu należałoby napisać od nowa.


Źródła:

YATES, D. (2012). Huaquero. [W:] Trafficking Culture, http://traffickingculture.org/encyclopedia/terminology/huaquero-2/;
WARSZEWSKI R. (2013). Król złodziei nie ma złudzeń. Historię odkryć trzeba napisać od nowa. [W:] Kochamy Peru, http://kochamyperu.pl/historia-dzis/krol-zlodziei-nie-ma-zludzen-historie-odkryc-trzeba-napisac-od-nowa/.

niedziela, 16 lutego 2014

Laguna de los Cóndores, mumie, huaqueros i dzikie koty

Stanowisko Laguna de los Cóndores, oprócz romantycznej nazwy i spektakularnej lokalizacji, poszczycić się może aż sześcioma zachowanymi wieżami dla zmarłych, tzw. chullpas (niestety, po siódmej chullpie pozostały chyba tylko fundamenty). Z tego właśnie stanowiska pochodzi najsłynniejszy i najliczniejszy zbiór mumii Chachapoyas, a miejsce znane jest w związku z tym również pod nazwą Laguna de las Momias

Na podstawie znalezisk stanowisko datuje się na okres podboju inkaskiego, później było wykorzystywane jako nekropolia także przez Inków.

[http://amazonasperuestilo.blogspot.com/2011/04/la-bella-laguna-de-los-condores-y-sus.html]

Niestety, zanim do Laguny dotarli naukowcy, huaqueros, czyli rabusie grobów skutecznie pozbawili większości mumii tego, co najistotniejsze dla archeologa – kontekstu. Dzieła zniszczenia dopełnili turyści, swobodnie docierający na stanowisko oraz warunki pogodowe, na które były wystawione wywleczone z chullp mumie. Całe szczęście, w 1997 r. przeprowadzono wielką akcję ratunkową – przewieziono ocalałe mumie oraz artefakty do Leymebamby, gdzie znajdują się obecnie bezpieczne w dedykowanym im muzeum. 

(Na marginesie, Arek zbiera się do wpisu na temat problemu niszczenia stanowisk w Peru, więc do huaqueros pewnie wrócimy.)

Jeszcze ciekawostka, zanim przejdę do zasadniczego wątku, prawdopodobnie kojarzycie tę mumię pochodzącą z Laguna de los Cóndores:

[http://www.explorebyyourself.com/files/chachapoya_mummy.jpg]

Sugestywne, prawda? Szukając informacji o Lagunie, znalazłam w internecie artykuł na temat innej mumii Chachapoyas, która ponoć zainspirowała Edwarda Muncha do namalowania Krzyku (oryginalny artykuł w El Comercio):

[http://alexguerraterra.blogspot.com/2013/12/el-grito-de-munch-estaria-inspirado-en.html]

Wracając do Laguna de los Cóndores, najcenniejszymi znaleziskami okazały się artefakty wykonane z materiałów organicznych: mumie owinięte były w liczne tkaniny (wspomniane we wcześniejszej notce fardo funerario), znaleziono również bogate ozdoby z kolorowych piór ptaków amazońskich oraz jedyne w regionie sznureczki quipu, czyli inkaskie pismo węzełkowe. 

Do darów grobowych zaliczono również mumię dzikiego kota, margaja (Leopardus wiedii), który żyje w zalesionych dolinach, dobre 1 500 m poniżej stanowisk Chachapoyas. Mumia margaja jest doskonale zachowana – ma ponoć nawet wąsy – długie, charakterystyczne dla tego kota. Von Hagen pisze, że poddane taksydermii (znaleziony margaj ma wypchane bawełną kończyny) szczątki dzikich kotów, mogły być noszone jako ozdoby głowy – mumia ma sznurki przewleczone przez skórę na karku. Na znaczenie rytualne, szamanistyczne – znajdujemy się w końcu o krok od szmaragdowego amazońskiego lasu – wskazuje również ptasia kość, którą przekłuto nozdrza zwierzęcia.

Współcześnie (jak mówi Wikipedia), margaje występują od południowego Meksyku po lasy południowowamerykańskie na wschód od Andów, aż do Urugwaju i północnej Argentyny. Teoretycznie, można je również spotkać w wysoko położonych lasach mglistych (cloud forests), czyli tam, dokąd się wybieramy (w Peru występuje ponoć Leopardus wiedii amazonicus). Są to zwierzęta nocne – mają niesamowite, ogromne oczy oraz wydatne wibrysy. Bardzo smutne jest to, że przez deforestację ich habitat się kurczy, a one same zabijane są dla skór. Mam szczerą nadzieję, że nie ułatwiają kłusownikom życia.

Kilka zdjęć tych pięknych zwierząt:

[http://www.aideordi.com/uploads/wallpapers/
public-photo/large/large_margay_16af73.jpg]
[http://farm3.staticflickr.com/2841/10333236885_1ec7829125_o.jpg]
[http://dinoanimals.pl/wp-content/uploads/2013/08/Margaj6.jpg]
[http://images.northrup.org/picture/xl/margay/margay-10.jpg]

A tutaj filmik z "ataku margaja":


Nie muszę chyba dodawać, że chcę spotkać margaja, a najchętniej zabrać do domu – Stefan i Mona będą na pewno zachwyceni nowym koleżką ;)


Literatura:

BJERREGAARD, L., & VON HAGEN, A. (2007). Chachapoya textiles: the Laguna de los Cóndores textiles in the Museo Leymebamba, Chachapoyas, Peru. Copenhagen, Museum Tusculanum Press, University of Copenhagen.
CHURCH, W., & VON HAGEN, A. (2008). Chachapoyas: Cultural Development at an Andean Cloud Forest Crossroads. [W:] H. Silverman & W. Isbell (red.), The Handbook of South American Archaeology (s. 903–926). New York, Springer;
YATES, D. (2012). Laguna de los Condores. [W:] Trafficking Culture, http://traffickingculture.org/encyclopedia/case-studies/laguna-de-los-condores/
[dostęp: 16.02.2014].